Eliasz – historia pewnej idei.

{jcomments on}...rzeczy powstają, idee istnieją... - Platon.
Wywiad pzeprowadzony przez Artura Maracha z Eliaszem Leśnikiem,
współtwórcą Amatorskiego Klubu Filmowego "Horyzont".

eliaszDSC 1076Spacerując ulicami miasta, lubiłem przystanąć w tym miejscu choćby na chwilę. Nie zdarzyło się, żebym przechodząc nie stanął na moment. Niby nic nadzwyczajnego, retuszowane fotografie, w przewadze czarno białe, w większości przedstawiające portrety młodych dziewcząt. Było w tym jednak coś nie banalnego, co nie pozwalało po prostu od tak przejść, bez rzucenia okiem. Z czasem przystanek przed tą wystawą stał się niemal rodzajem rytuału.
Być może dlatego tak robiłem, że od lat zdjęcia tam wystawiane miały ten sam niepowtarzalny klimat, który z upływem czasu nabierał smaku.

Nie był to przecież jedyny zakład fotograficzny w moim mieście z wystawionymi za szybą zdjęciami, jednak tylko ta jedna wystawa miała w sobie taką moc. Wokół wystawy robiły się coraz bardziej kolorowe, kuły w oczy reklamami. Inne zakłady fotograficzne prześcigały się w reklamowaniu za wystawową szybą możliwości swoich cyfrowych minilabów. Ten jeden trwał uparcie w epoce ciemniowej, nic nie robiąc sobie z cyfrowej rewolucji, która wdarła się z siłą huraganu nie tylko w dziedzinę fotografii... Lubiłem też czasem bez wyraźnej potrzeby wejść do środka tego zakładu tylko po to, aby przywitać się z właścicielem i pooglądać zdjęcia, które były wystawione za szybą na biurku i wisiały na ścianach, oprawione w drewniane ramy.

Tego jednak dnia, wszedłem do zakładu Eliasza w bardzo konkretnym celu. Miałem do wywołania negatywy czarno białe i do zrobienia trochę odbitek. Pech chciał że ciemnia, z której do tej pory korzystałem była niedostępna. Poszedłem więc z prośbą do właściciela owego dla mnie magicznego miejsca. Pan Eliasz z przyjemnością udostępnił mi swoją ciemnię, przy okazji opowiedział pewną historię...Pan Eliasz potrafi opowiadać w sposób, który zjednuje mu słuchaczy. Sama sylwetka niewysokiego, dość krępego mężczyzny w wieku lat około siedemdziesięciu, zawsze szykownie ale bez ekstrawagancji ubranego, wzbudza zaufanie i skupia uwagę. Zawsze uśmiechnięta owalna twarz, szpakowate włosy i bystre spojrzenie o enigmatycznym błysku... Słuchając pierwszy raz jego historii, wiedziałem już jaki w tym co on opowiedział drzemie potencjał. Drugi raz przyszedłem z dyktafonem, notatnikiem i długopisem... Tak zaczęła się moja i nie tylko moja podróż w dość odległą przeszłość... przygoda, która zaczęła się dla mnie niecałe pięć lat temu, chociaż dla pana Eliasza i dla wielu jego przyjaciół trwała już od lat kilkudziesięciu. Dla mnie i mojego kolegi Sebastiana Dziekońskiego, który również w tym samym czasie uległ czarowi „ostatniego prawdziwego fotografa w naszym mieście” rzecz cała zaczęła się w roku 2004. Dla Eliasza znacznie wcześniejszy, jak sam wspomina był to przełom roku 1963 i 64. Dla mnie historia, która zaczęła się od wywoływania zdjęć w zakładzie fotograficznym pana Eliasza była niczym szamańska podróż. Zamiast bębna w inną rzeczywistość przenosił nas terkot starego projektora filmowego. Wtedy to była dla nas super zabawa, bez wyraźnie określonego celu... Kamera cyfrowa na statywie, terkot starego projektora, ekran z kawałka białego płótna, zaciemnione pomieszczenie i magia starych filmów. Postanowiliśmy zgrać na nośniki cyfrowe jak najwięcej filmów, założonego przed wielu laty i prowadzonego przez pana Eliasza Amatorskiego Klubu Filmowego – Horyzont... Tak spędzaliśmy prawie każdy piątkowy lub sobotni wieczór, od października do grudnia 2004 roku.

Zanim jednak udało nam się odnaleźć skarb w postaci archiwum filmowego AKF Horyzont, przeprowadziłem z panem Eliaszem wspomnianą rozmowę, zapisaną w dyktafonie i miałem okazję zapoznać się z niektórymi dokumentami dotyczącymi AKF Horyzont :

„ …Było to bardzo dawno temu ( 20.02.1964 roku ) … Na pierwszym spotkaniu klubu odczytano pierwszy protokół nowo powstałej organizacji. Była to grupa złożona z dwunastu osób, które jeszcze dokładnie nie wiedziały jak należy trzymać kamerę …” - czytałem pożółkłe kartki maszynopisu, pachnące pięknym kawałkiem historii klubu „Horyzont”. Historii niezwykle ciekawej, bo nie jest to tylko opowieść o jakimś tam klubie filmowym, to przecież istotny fragment historii powojennego Świnoujścia. Pan Eliasz udostępnił mi dokumentację dotyczącą AKF „Horyzont”, którego był pierwszym prezesem w latach od 1964 do 1977 roku.

Spory stos papierów, raczej materiał na książkę, niż na krótki artykuł. Sprawozdania z działalności klubu, protokóły, artykuły z gazet z przełomu lat 60 –tych i 70 –tych, korespondencja między świnoujskim klubem i innymi podobnymi z Polski, materiały szkoleniowe, zdjęcia i fotosy z filmów zrealizowanych przez twórców z „Horyzontu”, a nawet niezrealizowane scenariusze.

Zbyt wiele by to ogarnąć krótkim tekstem, aby lepiej poradzić sobie z tematem postanowiłem zadać panu Eliaszowi kilka pytań. Spotkaliśmy się w jego garażu, miejscu przedziwnym, prawdopodobnie jedynym takim miejscu w Polsce. Otóż wszystkie ściany w tym garażu i sufit wyklejone są przepiękną mozaiką z drobniutkich precyzyjnie dociętych kawałków luster. Mozaika przedstawia bajkowe i mityczne istoty, a nawet biblijne sceny, wszystko odwzorowane perspektywicznie i bardzo szczegółowo. To zadziwiające dzieło sztuki, powstaje już od czterech lat. Pan Eliasz o swoim garażu-galerii opowiada z tą samą dumą i pasją jak i o klubie „Horyzont” :

Artur Marach:

- Panie Eliaszu jakie były początki „Horyzontu”? Czyj był to pomysł?

Eliasz Leśnik :

- Był to mój pomysł. Przez dziesięć lat byłem prezesem tego klubu.W 1964 roku zajmowałem się fotografią amatorską. Pracowałem wtedy w P.P.DiU.R.„ODRA”, oprócz fotografii pasjonował mnie film, kamery. Byłem i jestem kinomanem, w tej chwili rzadko oglądam filmy, bo denerwują mnie reklamy. Dziwie się że reżyserowie nie protestują z tego powodu, bo przecież reżyserowi powinno zależeć na tym, aby widza wprowadzić w jakąś atmosferę i nastrój i teraz ten nastrój zostaje brutalnie przerwany podpaskami, margaryną …wracając do pytania. Kupiłem kiedyś na pl.Wolności kamerę, bodajże AK8. Miałem już kamerę i marzenie o robieniu prawdziwych filmów, ale zupełnie nie wiedziałem co dalej. Zadzwoniłem do Szczecina do telewizji i umówiłem się z pracownikiem telewizji, niejakim Gonczarowem, on przyjechał do Świnoujścia i przekonał mnie że warto moje marzenie urzeczywistnić, że nie są to mrzonki, ale pomysł możliwy do zrealizowania, wystarczy tylko znaleźć podobnych zapaleńców.

- Właśnie, w jaki sposób znalazł pan sprzymierzeńców do realizacji pomysłu, kim byli ludzie współtworzący klub ?

- Byli to koledzy z pracy, z przedsiębiorstwa „Odra”, zebrałem grupę założycielską, na początku było to dwanaście osób. Naszą grupę żeśmy podpięli pod radę zakładową Odry i pod związki zawodowe. Zarząd przedsiębiorstwa zaakceptował naszą grupę i od początku udzielał nam wsparcia

- Jak bardzo „Odra” was wspierała w realizacji waszych pomysłów ?

- Na początku rada zakładowa nie dawała dużych dotacji, ponieważ to było coś nowego i nie wiadomo było czy klub rozwinie swoją działalność, z czasem z funduszy zakładowych zakupiliśmy kamerę 16 mm o nazwie Pentaflex, z czego byliśmy bardzo dumni, ale mimo że zakład pracy zawsze nam sprzyjał, długo borykaliśmy się z problemami sprzętowymi. Można jednak śmiało powiedzieć że zarząd „Odry” był dumny z tego że w zakładzie działa klub filmowy i jak tylko mógł to nam pomagał, podobnie związki zawodowe. Z roku na rok dotacje na działalność klubu były coraz większe.

- Jakiego rodzaju filmy robiliście ?

- Na początku to były eksperymenty z kamerą, później filmy na wzór Polskiej Kroniki Filmowej, takie krótkie dokumenty z pracy w „Odrze”, z różnych uroczystości. Kręciliśmy np. pochody pierwszomajowe, ale też kręciliśmy krótkometrażowe fabuły. Z czasem takich filmów powstawało coraz więcej.

- W jaki sposób powstawały filmy? Czy każdy mógł nakręcić własny film według swojego scenariusza ?

- Tak, w klubie co było bardzo ciekawe każdy mógł być i aktorem i scenarzystą, reżyserem i operatorem kamery. Normalnie przy realizacji filmu nie ma takich możliwości. W „Horyzoncie” każdy mógł spróbować swoich sił w każdej z tych ról, oczywiście poszczególni ludzie sprawdzali się w różnych rolach, jeden był lepszy jako operator kamery, inny jako reżyser, czy scenarzysta, ale ogólnie można powiedzieć że twórca filmu brał udział w jego powstawaniu od początku do końca. To znaczy od momentu zatwierdzenia scenariusza poprzez poszczególne etapy realizacji aż do wywołania filmu i jego prezentacji. Jest jednak jedna zasada : Film powstaje w wyobraźni. Jeżeli widzisz w swojej wyobraźni film…to on już jest, ten film już masz, tylko jeszcze trzeba go nakręcić...

- Klub istniał prawie trzynaście lat, jak pan myśli ilu ludzi przewinęło się w tym czasie przez klub ?

- Oj to trudno powiedzieć, ale to mogło być nawet ponad sto osób, ale taki jakby trzon ludzi najbardziej zaangażowanych to było kilkanaście osób.

- Panie Eliaszu klub „Horyzont” stanowiła grupa zapaleńców, pochłoniętych pasją filmowania, czym jeszcze był ten klub ?

- Braliśmy też udział w wystawach fotograficznych, ale przede wszystkim była to grupa przyjaciół. Od początku mieliśmy trochę problemów z pozyskaniem lokalu na naszą działalność, w końcu dostaliśmy pomieszczenie w Domu Rybaka i spotykaliśmy się tam prawie codziennie, zawsze można było tam spotkać kogoś z klubowiczów i po prostu pogadać przy kawie, nie koniecznie o filmach.

- Przez te wszystkie lata istnienia klubu, przygotowaliście wiele przeglądów własnych filmów w Świnoujściu i w różnych miastach Polski, wyjeżdżaliście na wycieczki do wytwórni filmowych w Łodzi, Warszawie, braliście udział w wielu konkursach i przeglądach filmów amatorskich. Czy wasz entuzjazm nigdy nie przygasł ?

- To było niesamowite, to się nie da opisać! Przez ten cały czas była grupa ludzi która tym żyła. Ludzie siedzieli całymi nocami pisząc scenariusze, rozmawiając na temat filmów, czy wywołując negatywy i montując filmy. Wydaje mi się że teraz nie ma takiego zaangażowania, ja nie potrafię tego porównać, odnosząc to do dnia dzisiejszego.

- Jeszcze jedno pytanie na koniec. Panie Eliaszu jak pan sądzi ile zostało zrealizowanych filmów w „Horyzoncie”?

- Ja nakręciłem sam około siedemdziesięciu filmów, według mojego pomysłu. Szacunkowo mogę tylko powiedzieć że wszystkich filmów mogło powstać około dwustu, może przesadzam, ale gdzieś sto sześćdziesiąt na pewno. Z tym że większość z nich niestety chyba bezpowrotnie przepadła. Mam w swoich zbiorach tylko kilkanaście z nich.

- Panie Eliaszu dziękuję za rozmowę i życzę aby się te filmy jednak odnalazły

Po tej rozmowie byłem pewien... filmy Horyzontu gdzieś są, trzeba je tylko odnaleźć. Z kolegą Sebastianem przeprowadziliśmy prawdziwe śledztwo. Po rozmowach z wieloma osobami ustaliliśmy, że archiwum filmowe Horyzontu prawdopodobnie znajduje się w jednej z filii świnoujskiego domu kultury. Udało nam się zdobyć zaufanie kierowniczki tej placówki i po kilku dniach stanęło przed nami otworem wnętrze starej szafy, wypełnione skarbami.

Kilkadziesiąt od wielu lat nie ruszanych szpul z taśmą celuloidową 8 i 16 milimetrów, dziesiątki taśm dźwiękowych do magnetofonu szpulowego, dwa niekompletne projektory filmowe. To wszystko mieliśmy do swojej dyspozycji, pod warunkiem nie wynoszenia materiałów filmowych na zewnątrz. Misja była jedna - uratowanie jak największej ilości filmów AKF Horyzont i zgranie ich na nośniki cyfrowe.

Idea, która kiedyś zrodziła się w głowie Eliasza Leśnika powoli budziła się do życia i nabierała nowych, nieokreślonych jeszcze kształtów. Zgrywane przez nas filmy przenosiły nas w czasie najczęściej do połowy lat sześćdziesiątych XX wieku i do wczesnych lat siedemdziesiątych.

Z każdym filmem nasza ciekawość rosła. Jakie jeszcze skarby kryje stara szafa?

Zawartość szafy za każdym razem mile nas zaskakiwała. Były tam kroniki dokumentujące ważne wydarzenia z życia miasta, relacja z festiwalu Fama z roku 1973, trochę materiałów z rejsów na statkach rybackich, materiały ze świnoujskich pochodów pierwszomajowych, jak również krótkie fabuły, nowele filmowe, a nawet znaleźliśmy kilkuminutowe animacje nakręcone w „technice plastelinek”. Wszystkie filmy zadziwiały wysokim poziomem artystycznym i warsztatem technicznym. Sporo kłopotów sprawiło nam znalezienie w mieście odpowiedniego magnetofonu szpulowego, z którego odtwarzany dźwięk dobrze synchronizowałby się z wyświetlanym obrazem. Twórcy z AKF Horyzont większość materiałów dźwiękowych ze względu na możliwości techniczne, zgrywali na szpulowcach. Projekcja filmów odbywała się w ten sposób, że z jednego źródła odtwarzany był dźwięk, a z drugiego obraz.

Po wielu dniach zgranych mieliśmy na płytach DVD i udźwiękowionych około trzydziestu filmów... Prawie słychać było, jak wołają do nas, domagając się publicznej prezentacji.

Pierwszy pokaz „ożywionych” filmów AKF Horyzont odbył się w miejscowości Przytór niedaleko Świnoujścia, w maju 2006 roku. Udało nam się zaprosić kilku twórców, którzy przed laty należeli do AKF Horyzont, było też kilku oficjeli ze Świnoujścia, mieszkańcy Przytoru, w sumie kilkadziesiąt osób. Pan Eliasz opowiedział o swojej pasji, o historii klubu, o filmach. Sam pokaz trwał ponad godzinę i wywołał entuzjazm. Drugi pokaz, z inicjatywy przede wszystkim Sebastiana, na dużo większą skalę miał miejsce 07.12.2007 roku w sali teatralnej Miejskiego Domu Kultury w Świnoujściu. Impreza przybrała nazwę ŚWINOKINO – Podwójny Horyzont. Idea była taka, aby pokaz podzielić na dwie części. W pierwszym bloku pokazać filmy z przed lat kilkudziesięciu, nakręcone przez twórców z AKF Horyzont, w drugiej zaś części pokazać filmy realizowane współcześnie przez młodzież ze Świnoujścia i okolic. Przygotowane były plakaty, foldery, informacje w miejscowych mediach, znaleźli się sponsorzy. Samo przygotowanie imprezy trwało ponad miesiąc. Efekt był zaskakujący nie tylko dla nas. Pełna sala, około trzystu widzów i podobnie jak na wcześniejszym pokazie, szczególnie uhonorowany został Eliasz Leśnik, bez którego pasji z pewnością ŚWINOKINO nie zaistniałoby.

Dzisiaj nie ma już zdjęć za szybą wystawy, przed którą przystawałem. Pan Eliasz przeszedł na emeryturę i zamknął swój zakład fotograficzny. Nadal tworzy swoją lustrzaną galerię w garażu i chętnie opowiada o AKF Horyzont. Sebastian i grupa innych zapaleńców przygotowują ŚWINOKINO II i zgrywają następne filmy Horyzontu, młodzież ze świnoujskich szkół tworzy nowe filmy. Przegląd, a może już festiwal... odbędzie się na jesieni 2008 roku.

Historia, która zaczęła się od pasji jednego człowieka kilkadziesiąt lat temu, dzieje się nadal.

Tak to teraz odbieram, jako sukcesję pewnej idei zapisanej światłem, przechowanej w pewnej starej szafie niedaleko Świnoujścia, idei która ożyła w nieco zmienionej formie po kilkudziesięciu latach i nadal jest inspiracją już drugiego pokolenia zapaleńców.

                                                              Artur Marach

Eliasz Leśnik, Styczeń '2013.
eliaszDSC 1076

Polish English German

Odwiedza nas 6 gości oraz 0 użytkowników.

Kalendarz Wydarzeń

Grudzień 2019
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Partnerzy portalu:

BANERKI REKLAMY batpartne

fotografzwyspy-reklama


 reklama - hotelik przy prom

 

 Miejsce na twoją reklamę!
Zadzwoń:
(+48) 691 70 80 50

 HOME  WYSPA UZNAM  WYSPA WOLIN  OBIEKTY NOCLEGOWE MAPA UznamWOLIN.PL KONTAKT

Zaplanuj wycieczkę z UznamWOLIN.pl

            Zamek Stolpe

      Dożynki w regionie wysp

                Karnocice Tajemnice wolińskiego wiatraka         Zima nad zalewem
 stolpe i dalej-DSC 7525  Chomętowo-DSC 9728  karnocice DSC 9387 -2 tonemapped  WiatrakWolinDSC 5025  ZIMAzalew2-DSC 4148
 Najpopularniejsze artykuły:   
  Najciekawsze miejsca: Najlepsze filmy:
- Wolin - najpiękniejsza procesja na wyspach.
-
Święto Bożego Ciała na Karsiborzu.
- Fotorelacja z wyzwolenia Dziwnowa!
- Jarmark Św. Ottona w Kamieniu Pomorskim.
- Słowianie u źródeł w Świnoujściu.
- Uznam, miejsce jak nie z tego świata!
- Zima nad Zalewem. Zobaczcie jak to u nas wygląda.
- Zamek Stolpe.
- W kierunku Stolpe i dalej do Usedomer See.
-
Konie z wyspy Karsibór.
-
Lassan - zapomniane miasto na granicy wysp.
- Okolice RANKWITZ - piękno regionu Uznam.
- Mielin - bezludna wyspa pełna kormoranów.
- KAMMINKE - piękne miejsce nad Zalewem.
- Muzyka na Festiwalu Słowian i Wikingów w Wolinie.
- Niedzielny sztorm na Zalewie.

- Kolejna kronika filmowa ze Świnoujścia i okolic.
- "6.50" - filmowa perełka z przed 40 laty.
- Spacerkiem po Berlinie.

 © 2014 UznamWOLIN.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.